Futsaliści Legii w debiutanckim sezonie pewnie zwyciężyli w drugoligowych rozgrywkach na Mazowszu, odnosząc 12 zwycięstw i zaledwie jedną porażkę, tym samym zapewniając sobie udział w barażach o awans na zaplecze ekstraklasy. Trener drużyny, Paweł Juchniewicz, dzieli się z nami swoimi spostrzeżeniami z dotychczasowej części rozgrywek, a także mówi o perspektywach gry w wyższej klasie rozgrywkowej. Zapraszamy do lektury.


Cały czas jesteśmy w niepewności, jak zakończy się sezon 2019/20, ale spróbujmy podsumować przynajmniej część zasadniczą tych rozgrywek, którą udało się rozegrać zgodnie z planem.

Jak trener oceni debiutancki sezon Legii w drugiej lidze?

Paweł Juchniewicz (trener Legii): Zdecydowanie pozytywnie. Widać bardzo duże zaangażowanie chłopaków i chęć osiągnięcia naszego celu na ten sezon, czyli awansu do pierwszej ligi. Co prawda w naszej grze są jeszcze pewne mankamenty, musimy poprawić zwłaszcza ustawianie się w defensywie i mocniej popracować nad realizacją trenowanych schematów taktycznych, ale jestem przekonany, że z czasem wszystko będzie funkcjonowało coraz lepiej. Natomiast od strony organizacyjnej myślę, że funkcjonujemy już na poziomie pierwszej ligi. Zarówno organizacja spotkań domowych, jak i podróży na mecze wyjazdowe, stoi na najwyższym poziomie, dzięki czemu jedyne na czym musimy się skupić, to dobre występy na boisku.

Graliście efektownie, sporo spotkań wygrywaliście pewnie, ale były też mecze “na styku”, które z pewnością zaprocentowałyby w barażach.

– Nie ukrywam, że pod kątem szkoleniowym takie mecze są dla nas bardziej wartościowe, bo możemy zaobserwować, jak drużyna prezentuje się na tle bardziej wymagających rywali, i jak reaguje w trudnych momentach.Gdybyśmy odnosili same łatwe zwycięstwa, z kilkunastu bramkową różnicą,to obawiam się, że czekałby nas bardzo zimny prysznic w barażach.

Do tych meczów “na styku” zaliczyć można właściwie wszystkie Wasze mecze ze Zdrowiem Garwolin, w tym ostatnie, wygrane pomimo gry w osłabieniu po czerwonej kartce. To chyba jedyny zespół, który pomimo osłabienia,zresztą Waszym kosztem, tak mocno dał się we znaki w ostatnim sezonie?

– Od początku sezonu nastawialiśmy się, że to właśnie Garwolin będzie dla nas najtrudniejszym przeciwnikiem i faktycznie mecze z nimi były bardzo wymagające. Obie drużyny pokazały w nich wysoki poziom sportowy,były wielkie emocje, dramaturgia i walka do końca. Tym bardziej cieszy,że w konfrontacjach z nimi w tym sezonie, odnieśliśmy komplet zwycięstw, a najcenniejsze chyba w finale Pucharu Polski na szczeblu mazowieckim. Myślę, że każde z tych spotkań było również ogromną frajdą dla kibiców,zresztą pokazała to frekwencja zarówno w naszej hali, jak i w Garwolinie, gdzie na szczęście mogliśmy liczyć również na wsparcie naszych kibiców.

Porażka z młodym zespołem AZS-u AWF była zimnym prysznicem? Czy to był efekt nieodpowiedniego podejścia do spotkania ze strony legionistów?

– Podejście było prawidłowe, zresztą do każdego meczu podchodzimy świadomi tego, jakie barwy reprezentujemy i z jaką postawą na boisku powinno się to wiązać. Natomiast taki zimny prysznic na pewno podziałał na niektórych otrzeźwiająco. Uświadomił nam, że liga sama się nie wygra,musimy zachować maksymalną koncentrację do końca sezonu, bo nikt się przed nami nie położy. Oddać również trzeba drużynie AWF-u, że wykonała bardzo duży postęp pod okiem trenera Tyca, w porównaniu z pierwszą rundą rozgrywek.

Do łatwych nie należało również spotkanie w Podkowie Leśnej, gdzie gospodarze stawiali bardzo trudne warunki, szczególnie skutecznie prezentując się w kontratakach.

– O tym, że nie jest to łatwy teren przekonało się również w tym sezonie Zdrowie Garwolin. W dużej mierze wynika to ze specyfiki ich hali. Bardzo mało miejsca do gry, sprawia że nawet najmniejszy błąd w obronie,stwarza od razu bardzo niebezpieczną sytuację bramkową. Zespół z Podkowy potrafi z tego atutu bardzo dobrze korzystać, czym zaskoczył nas na początku meczu i musiało minąć trochę czasu, zanim przyzwyczailiśmy się do takiego sposobu gry. Jak już udało się to zrobić, przejęliśmy pełną kontrolę nad wydarzeniami na placu, co pokazał końcowy wynik.

Trener kilkakrotnie pojawiał się w tym sezonie na parkiecie. Prowadzenie drużyny z boiska wydaje się trudniejsze aniżeli podpowiadanie z ławki,gdzie ma się zdecydowanie inną perspektywę.

– Zdecydowanie trudniejsze, bo jest wtedy znacznie mniej czasu na analizę gry własnej czwórki, a siedząc na ławce, oprócz kierowania poczynaniami zawodników na boisku, trzeba również próbować się szybko zregenerować. Nieocenionym wsparciem jest wtedy osoba Mariusza Milewskiego, dzięki temu, że przyjęliśmy taki model na spotkania, w których biorę udział, że to on przejmuje moje obowiązki, kiedy jestem na boisku i z boku stara się korygować naszą grę.

Mieliście bardzo mocny i szeroki skład, który jednak w trakcie rozgrywek został uszczuplony, ze względu na kontuzje. Wypadli m.in. Polakowski,Świniarski, Warszawski i Łysik. Można powiedzieć, że dzięki temu pojawiła się szansa dla młodych, m.in. Olafa Wójtowicza, czy dwóch graczy sprowadzonych z Garwolina.

– Sebastian i Michał sprowadzeni w zimowym okienku transferowym z Garwolina, również szybko wskoczyli na listę kontuzjowanych i nie mieli jeszcze okazji zaprezentować pełni swoich możliwości. Wierzę jednak, że jeszcze nie raz pokażą na co ich stać, i będą dla nas ogromnym wzmocnieniem. To samo dotyczy Olafa. On przede wszystkim musi się jednak uzbroić w cierpliwość, skupić na pracy na treningach, ale niewątpliwie duża przyszłość przed nim.

Rozegranie barażów cały czas jest możliwe, nawet po wakacjach. Wówczas jest szansa, że wszyscy gracze z obecnego sezonu byliby gotowi do gry.

– To chyba jedyny pozytyw obecnej sytuacji. Mam nadzieję, że jeśli przyjdzie nam rozegrać spotkania barażowe, to będziemy wówczas mieli do dyspozycji wszystkich zawodników.

Wiadomo, że aktualnie sytuacja jest trudna, bo nie macie możliwości wspólnych treningów. Ale jak trener ocenia szanse Legii w barażach, znając rywali, z którymi ewentualnie przyjdzie się mierzyć w walce o awans do pierwszej ligi?

– Wszystkie drużyny są w naszym zasięgu, ale na pewno nie będzie to spacerek. Jednak naszą grą w tym sezonie pokazaliśmy, że jesteśmy gotowi na pierwszą ligę i to nas powinni się obawiać przeciwnicy.

Spotkania Pucharu Polski były na pewno dobrym przetarciem zarówno przed barażami, jak i późniejszą grą w pierwszej lidze. Zarówno w spotkaniu z Victorią, jak i Red Devils widać było pełne skupienie, mobilizację. Te mecze chyba również pokazały potencjał Waszej drużyny, zdecydowanie nieodstający od zaplecza ekstraklasy?

– Bardzo zależało nam, by dojść w tych rozgrywkach jak najwyżej i móc bardziej zaistnieć na futsalowej mapie Polski. Zwłaszcza mając świadomość, że jako zespół z niższej ligi, będziemy te spotkania rozgrywać u siebie. Niestety przespaliśmy pierwszą połowę z Chojnicami i bardzo trudno było później odwrócić ten mecz na naszą korzyść. Jednak w drugiej połowie pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie podjąć walkę nawet z drużyną z ekstraklasy i mimo porażki, mogliśmy schodzić z boiska z podniesioną głową. Do dzisiaj jednak zastanawiam się, jak mogłoby wyglądać to spotkanie, gdyby nie kontuzja w trakcie rozgrzewki naszego pierwszego bramkarza, Tomka Warszawskiego, co bardzo osłabiło zespół mentalnie. Niewątpliwie miało wpływ na to, jak prezentowaliśmy się zwłaszcza w pierwszej połowie.

Na razie to tylko dywagacje, ale zapewne wiecie już jak wielu wzmocnień potrzebowalibyście w przypadku gry w kolejnym sezonie w I lidze. Duże zmiany czekają w takim przypadku ten zespół?

– Priorytetem jest utrzymanie jak największej ilości zawodników z obecnej kadry. Wielu chłopaków jest z nami już drugi sezon (w poprzednim sezonie reprezentując barwy WinWin Warszawa), więc szkoda byłoby zmarnować to, co dotychczas udało się razem wypracować. Mamy jednak świadomość, że pewne korekty w składzie będą niezbędne, ale bardziej będzie to kosmetyka, służąca zwiększeniu rywalizacji w niektórych formacjach, niż rewolucja w kadrze.

Obecnie niektórzy zawodnicy łączyli futsalowe występy w grą w drużynach ligowych w piłce 11-osobowej. Na poziomie pierwszej ligi dalej byłoby to możliwe?

– Nie ukrywam, że już w tym sezonie momentami było to dla nas kłopotliwe. Zwłaszcza w okresie przygotowawczym, na dużym placu, gdy wielu chłopaków miało w nogach ciężkie treningi. To przekładało się zarówno na frekwencję na treningach, jak i świeżość i dynamikę w trakcie meczów. Ponadto pierwsza liga wiąże się ze zwiększeniem intensywności i częstotliwości treningów, wyjazdy meczowe to również niekiedy podróż kilkaset kilometrów po Polsce, więc pogodzenie tego z piłką 11-osobową jest praktycznie niemożliwe. Wielu chłopaków będzie po prostu musiało odpowiedzieć sobie na pytanie, czy większe perspektywy wiążą się z dalszą grą na zielonej murawie, czy z możliwością reprezentowania barw Legii Warszawa w futsalu.

To co już mieliśmy na pierwszoligowym poziomie to publiczność, która wydaje się spragniona futsalowych występów na najwyższym poziomie, co potwierdziło szczególnie spotkanie z ekstraklasową drużyną z Chojnic.

– Nie tylko spotkanie z Chojnicami, już oprawa naszego debiutanckiego meczu [z Teqballem Podkowa Leśna] była imponująca. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem frekwencji na naszych meczach domowych, ale szczególnie imponujące jest to, że gdziekolwiek pojedziemy, możemy liczyć na wsparcie naszych kibiców. Ich doping naprawdę nas wzmacnia i życzyłbym sobie, by nie ustawał przez cały mecz. Mam nadzieję, że już niedługo, na poziomie pierwszej ligi, a w niedalekiej przyszłości również ekstraklasy, po raz kolejny będą mogli pokazać wszystkim, że kibice Legii to najlepsi kibice w Polsce!

Rozmawiał Bodziach

© 2020 by Legia Warszawa - Sekcja Futsal.
Wszelkie prawa zastrzeżone.